Wojna o wodę – Marnujemy wodę!

Marnujemy ją na potęgę, tymczasem w wielu częściach świata ludzie są gotowi zabijać się o nią. Problemy z zaopatrzeniem w wodę, zwłaszcza w tą nadającą się do picia, będą w nadchodzących dziesięcioleciach jedną z głównych przyczyn konfliktów na naszym globie – przekonuje prof. Piotr Kowalczak z Poznania

XXI wiek będzie stuleciem wojen o wodę – uważał zmarły niedawno pisarz i podróżnik Ryszard Kapuściński. W swojej właśnie wydanej książce „Konflikty o wodę” prof. Piotr Kowalczak, dyrektor poznańskiego oddziału Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, przedstawia zebrane naukowymi metodami dane, które potwierdzają intuicję Kapuścińskiego. Z książki wyłania się zatrważająca wizja przyszłości, w której niedostatek wody może prowadzić do licznych konfliktów. Zatrważająca zwłaszcza dla krajów biednych o szybko wzrastającej liczbie ludności.

Bo właśnie wzrost liczby ludności i jej nadmierną koncentrację prof. Kowalczak uważa za główne przyczyny rosnących kłopotów z wodą.

Wodę w ogromnych ilościach zużywa rolnictwo i hodowla zwierząt (70 proc. światowego zużycia słodkiej wody, a w krajach rozwijających się ponad 90 proc.), „wodożerczy” jest przemysł. Poza tym wzrasta poziom wymagań cywilizacyjnych – ludzie zużywają więcej wody do prania, mycia itp.

W ciągu minionego stulecia liczba ludności na świecie wzrosła trzykrotnie, a pobór wody – sześciokrotnie. Na dodatek w najbardziej ludnych krajach o wodę się nie dba – jest zanieczyszczana i marnotrawiona. Na każde osiem litrów zasobów słodkiej wody na świecie odprowadzany jest średnio jeden litr ścieków dziennie! To znacznie więcej, niż wynoszą zdolności przyrody do samooczyszczania.

W rezultacie, o ile w 1950 r. na świecie były tylko dwa kraje o zasobach wody mniejszych niż 500 m sześc. na osobę rocznie (Malta i Barbados), o tyle obecnie jest ich kilkanaście, a w 2040 r. ma być aż 20. W grupie krajów najuboższych w wodę są Izrael i Jordania. Nic dziwnego, że spór o zasoby rzeki Jordan i jeziora Genezaret, jedynych większych źródeł wody dla tych krajów, autor uważa za podstawowy punkt zapalny w konflikcie izraelsko-arabskim.

Podpijają wodę sąsiadom

Paradoksalnie, ogromne problemy w przyszłości mogą wywołać projekty, które w założeniu mają zaradzić kłopotom z zaopatrzeniem w wodę.

W Indiach, w dorzeczach Brahmaputry i Mahanadi, regularnie zdarzają się powodzie, tymczasem pozostałe 80 proc. kraju nękają susze. Stąd powstał gigantyczny projekt transferu nadmiaru wody poprzez połączenie ze sobą 37 rzek. Koszt przedsięwzięcia szacowany jest na 100 mld dol., trzeba by też wysiedlić 3 mln ludzi, by zdobyć miejsce dla setek sztucznych zbiorników i kanałów.

Ale konsekwencje wielkiego łączenia rzek wykraczałyby daleko poza granice Indii. W części himalajskiej tego kraju niektóre rzeki objęte projektem przepływają również przez terytoria Pakistanu, Nepalu i Bhutanu. Kraje te boleśnie odczują „odsysanie” wody przez potężnego sąsiada. Między Indiami i Pakistanem iskrzy bez przerwy, więc indyjski projekt grozi wojną.

Z kolei łączenie rzek w części półwyspowej Indii dotknie przede wszystkim Bangladesz – kraj, do którego większość wody potrzebnej rolnictwu dociera z obszaru Indii. A północny Bangladesz już dziś jest „wysuszony” – to dzieło indyjskiej zapory na Gangesie zbudowanej w 1976 r.

Zawracanie rzek może wpłynąć na klimat

Plany „zawracania rzek” są nadal żywe także na terenach byłego Związku Radzieckiego, gdzie co jakiś czas powraca koncepcja przywrócenia do życia okolic Jeziora Aralskiego. Za czasów radzieckich jezioro prawie wyschło, bo jego wodę wypompowano na okoliczne pola. Teraz myśli się o budowie gigantycznego kanału transportującego wodę z syberyjskiej rzeki Ob do Syr-darii i Amu-darii zasilających Jezioro Aralskie. Przeciwnicy tego pomysłu twierdzą, że w ten sposób dojdzie do zanieczyszczenia wód azjatyckich rzek ropopochodnymi substancjami, którymi skażony jest Ob.

To jednak nie wszystko. Projekty związane z budową tam i zbiorników retencyjnych mogą bardzo poważnie zmniejszyć odpływ słodkiej wody z lądów do mórz i oceanów. Skutek? Mniejsze zasolenie wody w oceanach, co nie pozostanie bez wpływu na morską faunę i florę w okolicach ujść rzek.

Wielkie inwestycje wodne mogą nawet zmieniać klimat Ziemi. Zmniejszenie objętości wody docierającej do mórz i oceanów oraz spadek zasolenia wody mogą skutkować zmianą zasięgu i kierunku prądów oceanicznych. A prądy morskie mają ogromny wpływ na to, gdzie jest zimno, a gdzie ciepło – gdyby nie ciepły Golfstrom, w Irlandii czy w zachodniej części półwyspu Skandynawskiego byłoby chłodniej o blisko 10 st. Celsjusza, niż to wynika z ich położenia geograficznego.

Nauczmy się pić z jednego kubka

Poznański hydrolog wymienia jeszcze wiele innych miejsc, gdzie kłopoty z wodą mogą wywołać konflikty. To choćby dorzecze Tygrysu i Eufratu, gdzie Turcja kontrolująca zasoby wodne regionu używa ich jako narzędzi nacisku politycznego na Irak i Syrię, czy okolice afrykańskiej rzeki Zambezi, z której RPA i Botswana chcą kanałem o długości 1300 km sprowadzać wodę do nawadniania pól, zabierając ją Zimbabwe, Zambii i Mozambikowi. Albo dorzecze Mekongu, gdzie o wodę z tej rzeki rywalizują Chiny, Laos, Kambodża i Wietnam.

Ale wojna o wodę na pewno się nie opłaca – dowodzi prof. Kowalczak. Cytuje analityka izraelskiej armii, który po inwazji na Liban w 1982 r. wywołanej konfliktem o zasoby wody stwierdził, że za cenę tygodniowych działań wojennych można by wybudować pięć stacji odsalania wody morskiej i uniknąć zabitych oraz rannych.

Kraje zmuszone do „picia z jednego kubka” muszą nauczyć się ze sobą rozmawiać – pisze naukowiec. I unikać topornych rozwiązań, do których Kowalczak zalicza wielkie azjatyckie projekty „zawracania biegów rzek” planowane bez jakiegokolwiek rozumienia praw przyrody.

Piotr Kowalczak, „Konflikty o wodę”, wydawnictwo Kurpisz, Poznań 2007 r.

  • Najlepsza małopolska strona internetowa w kategorii SOŁECTWO
  • Szkoła Podstawowa

  • LKS Biała Lubaszowa

  • Kategorie